Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/comes.ta-prawda.mielec.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
tygodnie.

No proszę. Była tak zmęczona, że zapomniała o powrotnej

pokazują jej język. Nie zwracała na nie uwagi, skupiając się na pracy.
– Widzę, że ta rozmowa nie ma sensu.
przyjedzie tatuś z nową ciocią.
Jednak jako pisarza interesowały go nie dokumenty, lecz sylwetki
i jaką pije kawę.
udało mi się wynająć dla ciebie sąsiedni pokój – choć nie mogę
matka? - zapytała.
lecz nie dobiegł go żaden dźwięk. Ostrożnie pchnął drzwi i podszedł
przyszła.
-Koniecznie. Ale włóż płaszczyk przeciwdeszczowy. Będziesz
wszystkich innych zajęciach – mawiała, a on kiwał głową ze
– ...lepiej pracować...
płynęło gładko, a dzieci były zadowolone, to jednak poufałe
miała cienie, a jej długie, ciemne rzęsy kontrastowały z bielą skóry.

Wiedziała doskonale, że oddała się drapieżnikowi.

Julianna ominęła ją i zostawiła zapłakaną na progu swojego pokoju.
Oświetlona od tyłu koszula nocna była niemal przezroczysta. Richard
, prawda?

żeby się nie pobrudzić, wzięła od niego słuchawkę.

spieszyła dokładnie tak samo. Czyli bardzo.
trakcie podróży Tutaj, na plaży, nie spodziewała się go zobaczyć.
normalności. Potrzebowali jej Poszukiwacze. Musiała coś robić,

– Jak to na własny rachunek? Co to znaczy?

an43
Milla zadzwoniła do Joann Westfall, mając nadzieję na złapanie
wpędzi go z powrotem w nałóg. Nie czuł się ani trochę winny, gdy zapalił papierosa i zaciągnął się dymem. Od kiedy rzucił palenie, przytył trzy kilogramy. Wiedział, że gdyby palił, schudłby i myślałby trzeźwiej. Rozwiąże sprawę i znowu rzuci palenie - postanowił. Da odpocząć płucom. Z papierosem w ustach uruchomił stacyjkę i wyjechał z parkingu. Gonzales zadzwonił, że ma nowe informacje o Marshallu Baldwinie. Może w końcu coś się wyjaśni. Cassidy weszła do domu. Było zupełnie cicho, jedynie z gościnnego pokoju dobiegał odgłos lejącej się wody. Z pokoju Chase’a. Wyobraziła go sobie, jak próbuje się umyć i nie zamoczyć gipsu. Wiele razy chciała mu pomóc, ale się nie zgadzał. Nie chciał, żeby oglądała jego nagi tors, biodra, pośladki, jakby się bał, że popełni nieodwracalny błąd, pozwalając, by znowu znaleźli się w tak intymnej sytuacji. Rzuciła torebkę i kluczyki na kuchenny blat i zeszła na dół. Do cholery, w końcu jest jego żoną. Ma prawo patrzeć na jego ciało i dotykać go. Była zmęczona głupimi gierkami i poczuciem winy, że mogłaby zakłócić jego prywatność. Nawet nie pofatygowała się, żeby zapukać. Przekręciła klamkę i uśmiechnęła się, gdy się okazało, że drzwi nie są zamknięte na klucz. Przez otwarte okno wpadał gorący wiatr. Drzwi łazienki były niedomknięte. Przez szparę widziała zaparowane lustro nad umywalką. Spod prysznica dochodził hałas - szum wody, ciche uderzenie upuszczonego mydła i przekleństwa Chase’a, który usiłował je podnieść. Gdy zobaczy ją w pokoju, pewnie powie, że się do niego włamała. No i co z tego. W ogóle się tym nie przejmowała. Serce jej łomotało. Usiadła na brzegu łóżka. Jego łóżka. Tego, którego nie chciał z nią dzielić. Przez sekundę miała ochotę zdjąć ubranie, wślizgnąć się pod pościel i czekać, aż Chase wykuśtyka z łazienki i zastanie ją nagą, gotową mu się oddać. Opamiętała się. Łatwo zgadnąć, jak by zareagował. Szum wody nagle ustał. Cassidy ledwie mogła oddychać. Patrzyła w stronę łazienki. Drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Chase. Biodra miał owinięte ręcznikiem. Czarne, kręcone włosy sięgały mu za uszy. Skóra mocno opinała gładkie, twarde mięśnie brzucha. Wokół płaskich brodawek kręciły się czarne włosy. Nie miał już gipsu. Nawet jej nie powiedział, że dzisiaj mu zdejmują. Zrobiło jej się przykro. - Co ty tu robisz, do cholery? Patrzyła w zdumieniu na jego rękę i nogę, które do dziś ukryte były pod gipsem wydawały się troszkę szczuplejsze i bledsze od zdrowych. - A jak myślisz? - zareagowała za szybko jak na jej gust. - Czekam na ciebie. Nie powiedziałeś mi, że idziesz do lekarza, ani że... - Wydawało mi się, że się dogadaliśmy. Ten pokój jest mój... - Jestem twoją żoną, Chase. - W jej głosie słychać było niecierpliwość. - W tym domu nie ma krat więziennych, kłódek, bram ani kluczy. Nie ma linii na podłodze, która oddzielałaby ciebie ode mnie. Żyjemy razem. - Do niedawna nie przeszkadzał ci nasz układ. - Może zmieniłam zdanie? - Serce waliło jej jak młotem. Czuła, że musi zrobić ten krok i zdobyć go. Albo go stracić. Po raz pierwszy od wielu lat nie mogła znieść tej myśli. - Ale może ja nie zmieniłem. To nie jest dobry pomysł. Przypomniała sobie, jak się kochali przy stawie. Wiedziała, że kłamie. Podeszła do niego. - Nigdy nie musiałam cię prosić. Nigdy. - Odważnie patrzyła mu w oczy. - To ty nalegałeś. Kiedy się pobraliśmy, nie mogłeś się mną nacieszyć. Zaciął usta. - Nie chcę tego słuchać. - Nie pamiętasz? - To było dawno. - Nie tak dawno - przypomniała mu, wypinając wyzywająco biodro. Wciągnął powietrze. - Wiele się zmieniło. - Nie, Chase. To my się zmieniliśmy, ty i ja. Ciebie całkowicie pochłonęła praca, a ja ci na to pozwoliłam. Tak samo jak ty ponoszę winę za... kryzys w naszym małżeństwie, ale chcę to zmienić. - Tutaj? Teraz? - Tak. - Zadarła głowę prowokująco, patrząc mu zuchwale w oczy. Jej ciało było na wyciągnięcie ręki. - Chyba najwyższy czas. - Jestem kaleką - przypomniał jej. Jego oczy ciemniały. - Może ty nie pamiętasz, ale zapewniam cię, że twój brat pamięta świetnie. - Nie jesteś kaleką. Jesteś moim mężem. - Podeszła do niego odważnie. Czuła zapach mydła na jego ciele. - Chase... - Zamknęła oczy i dotknęła jego nagiego ramienia. Nie odsunął się. - Tylko mnie przytul - wyszeptała, wtulając się w niego. Jego mięśnie napięły się, jakby walczył z własnym ciałem.